Rozdział 98

ROZDZIAŁ 98
*per. Patrycji*
Opieram się wystraszona o drzwi łazienki, w której chowają się moi przyjaciele i Kendall. Nie mogę uwierzyć, że naprawdę tu są. Z jednej strony bardzo się z tego cieszę, bo strasznie za nimi tęskniłam, no i mam nadzieję, że uwolnią mnie od Malinowskiego. Z drugiej jednak strony zżera mnie strach na myśl o tym, co zrobi Paweł, kiedy dowie się, że tu są. Już kilka razy podczas naszej znajomości mnie uderzył. Między innymi wczoraj, kiedy nie założyłam sukienki na przyjście jego kumpli. Wściekł się i uderzył mnie w twarz. Na szczęście jego atak złości przerwali jego koledzy, którzy przyszli w samą porę. Nawet nie chcę myśleć, co by się ze mną stało, gdyby przyszli kilka minut później. Wyciągnęli Pawła na miasto, a on nie wrócił na noc. Wysłał mi tylko wiadomość, że wróci rano i wtedy się policzymy.
Patrzę z niepokojem na drzwi sypialni, w których staje Paweł. Widać, że poprzedniej nocy nieźle zabalował. Powoli zaczyna kierować się w moją stroną, patrząc na mnie z wyższością. Na jego ustach gości kpiący uśmieszek. Staram się zachować spokój, ale mój oddech z każdą chwilą coraz bardziej przyspiesza z przerażenia.
- Odsuń się. - rozkazuje spokojnym tonem, ale ja nie reaguję. - Ogłuchłaś czy co?! Odsuń się! - wrzeszczy, wyprowadzony z równowagi, a ja zaczynam trząść się ze strachu.
- P-po co? - pytam, spoglądając na niego.
- A po co się chodzi do kibla kretynko?! Won! - krzyczy, po czym łapie mnie za ramiona i popycha na ścianę, w którą z impetem uderzam. Osuwam się po niej i, widząc jak Malinowski podchodzi do mnie z zaciśniętymi pięściami, zamykam przerażona oczy i zakrywam twarz rękoma. Nagle słyszę dźwięk otwieranych drzwi, a chwilę potem huk. Otwieram gwałtownie oczy i od razu dostrzegam Kendalla, szarpiącego się z Pawłem. Słyszę, że coś wrzeszczą, ale przez zdenerwowanie nie jestem nawet w stanie odróżnić słów. Wszystko plącze się w jeden, bezsensowny ciąg. Zrywam się z podłogi i podbiegam do Kendalla, próbując odciągnąć go od psychopaty. Nie mogę dopuścić, żeby blondyn miał przeze mnie kłopoty, albo żeby coś mu się stało.
- Kendall! Dość! Zostaw go! - wrzeszczę, ciągnąc go za rękaw bluzy, ale nic to nie daje. - Carlos, zrób coś! - błagam ze łzami w oczach, wiedząc że nie mam tyle siły, żeby powstrzymać mojego chłopaka. Latynos odsuwa mnie od szarpiących się chłopaków i próbuje uspokoić Kendalla. Jakimś cudem odsuwa go od Pawła, a ten, korzystając z okazji, niespodziewanie uderza blondyna pięścią w twarz. Kendall zatacza się kilka kroków do tyłu, zaskoczony ciosem, a z jego nosa zaczyna lecieć krew. Chcę do niego podbiec, ale Agata łapie mnie za ramiona i trzyma, nie dając mi zrobić kroku. Widzę wściekłość w oczach Pawła i zaczynam wyrywać się z uścisku mojej przyjaciółki, chcąc w jakiś sposób ochronić Kendalla. Wiem jednak, że to niemożliwe. Malinowski jest dla mnie zbyt silny. Powali mnie jednym ciosem, a potem dopadnie blondyna.
Nagle Paweł patrzy na mnie i jakby przytomnieje. Z jego oczu znika wściekłość i szaleństwo, a pojawia się strach i niedowierzanie. Robi krok w moją stronę, ale widząc, że się go boję, cofa się, żeby po chwili wybiec z pokoju, a potem z domu.
*per. Pawła*
Biegnę, nie oglądając się za siebie. Chcę znaleźć się jak najdalej od domu babci i jak najdalej od wydarzeń z ostatnich kilku dni. Nie mogę uwierzyć, że znowu to zrobiłem. Znów skrzywdziłem Patrycję. Kolejny raz podniosłem na nią rękę, pomimo obietnicy złożonej babci i samemu sobie. Nie chciałem tego. Nie chciałem, żeby tak to się skończyło. Chciałem tylko odzyskać osobę, którą kocham. Chciałem mieć normalne życie.
Wbiegam na most i przechodzę przez barierkę. Nie chcę już żyć. Nie chcę żyć z myślą, że zawiodłem osoby, które kocham. Nie chcę żyć ze świadomością, że Patrycja już nigdy w życiu mi nie wybaczy. Patrzę z wysokości na taflę wody, bojąc się zrobić krok. Po moich policzkach płyną łzy, a dłonie zaciskają się na barierce. Chcę skoczyć, ale nie mam tyle odwagi. Zaciskam zęby i puszczam barierkę, robiąc krok do przodu. Czas to skończyć. Biorę głęboki wdech, po czym robię kolejny krok, kiedy nagle czuję na ramieniu czyjąś rękę. Odwracam się niepewnie i zamieram. Osobą, która mnie złapała jest Patrycja. Kilka kroków dalej zauważam jej przyjaciół oraz chłopaka. Wyplątuję ramię z uścisku jej drobnej dłoni i przesuwam moją nogę bliżej krawędzi.
- Nie rób tego. - słyszę w tym samym momencie głos blondynki.
- Co? - pytam cicho, zaskoczony słowami dziewczyny.
- Nie rób tego. - powtarza, ciągnąc mnie lekko w stronę barierki.
- Dlaczego? Skrzywdziłem Cię. Nie powinnaś mnie powstrzymywać. - mówię, odsuwając się.
- Skrzywdziłeś, ale nie zasługujesz na śmierć. Pomogę Ci, tylko nie rób tego. - prosi, wprawiając mnie w coraz większe osłupienie. Widzę, że jej bliscy też są zaskoczeni jej zachowaniem.
- Ty... pomimo tego, co Ci zrobiłem, Ty chcesz mi pomóc? - pytam zszokowany, łapiąc się jedną ręką barierki.
- To właśnie mówię. Paweł, Ty nie potrzebujesz śmierci, tylko leczenia. - twierdzi, patrząc mi prosto w oczy.
- Nie. Ja potrzebuję Ciebie. Kocham Cię, rozumiesz? - wyznaję, a kątem oka dostrzegam jak Schmidt zaciska dłonie w pięści.
- Nie Paweł, nie kochasz mnie. Kochasz to, co dla Ciebie robiłam. Kochasz to, że się Tobą opiekowałam. Kochasz to, że zajmowałam się domem. Właśnie tego potrzebujesz. Opieki i pomocy. Powiedz, kiedy wpadłeś na pomysł odzyskania mnie. - prosi mnie, mając najwidoczniej jakąś teorię na to wszystko.
- Miesiąc temu, kiedy... - blednę, dochodząc do źródła mojego zachowania.
- Kiedy zmarła Twoja babcia. Osoba, która opiekowała się Tobą i pomagała Ci. To dlatego chciałeś mnie z powrotem. Nie dlatego, że mnie kochasz. Dlatego, że nie mogłeś poradzić sobie po stracie tego wszystkiego, co robiła Twoja babcia. - twierdzi, uświadamiając mnie w tym. To prawda. Dopiero teraz widzę, że rzeczywiście nie kocham Patrycji, tylko sposób, w jaki się mną opiekowała. Robiła to dokładnie jak moja babcia. Gotowała mi, sprzątała, rozmawiała ze mną.
- Przepraszam. - szepczę ze skruchą, spuszczając głowę.
- Idź na terapię, dobrze? Ułożysz sobie życie, tylko wylecz się z tego, co zafundowali Ci kiedyś rodzice. No i z tej agresji. Potem zacznij wszystko od nowa. Gwarantuję Ci, że znajdziesz dziewczynę i ustatkujesz się. Jesteś fajnym chłopakiem, tylko zbyt agresywnym i władczym, naprawdę. - mówi, pomagając mi wejść z powrotem na most.
- A... będziesz kiedyś w stanie wybaczyć mi to wszystko? - pytam niepewnie, zerkając na nią.
- Nie wiem Paweł. Na razie chcę o tym zapomnieć i ułożyć sobie wszystko. - twierdzi, odsuwając się odrobinę.
- Jasne, rozumiem. To... powodzenia. Mam nadzieję, że za bardzo nie zrujnowałem Ci psychiki. - uśmiecham się smutno i odchodzę, dając blondynce jej upragnioną wolność.

______________________________________________________________
Hej!
Od razu na wstępie przepraszam, że rozdział pojawia się wcześniej niż zazwyczaj, ponieważ dosłownie za kilka minut wyjeżdżam i nie będę miała jak opublikować tego rozdziału o 20:00. Mam nadzieję, że się na mnie o to nie gniewacie.
Powiem Wam też szczerze, że rozdział ten miałam napisany już jakiś tydzień temu, ale dzisiaj, czytając go raz jeszcze i wprowadzając drobne poprawki, doszłam do wniosku, że nadawałby się on idealnie na rozdział 100, jednak mam już napisane rozdziały na zapas i nie chciałam przesuwać ich, a pomysł z setnego rozdziału wyrzucić do kosza, więc zakończenie sprawy z Pawłem pojawia się właśnie dzisiaj. Oczywiście nie oznacza to, że Malinowski odchodzi z życia naszych bohaterów na zawsze. Co to, to nie. Jeszcze zagości na tym blogu, nie martwcie się.
No to skoro powiedziałam już wszystko, co chciałam, to czas odpowiedzieć na komentarze sprzed tygodnia.
Rose, Kendall niestety nie miał kiedy nauczyć się polskiego, ale chyba powinien zacząć. Jakby rozumiał sekretne rozmowy dziewczyn, to miałyby przekichane, bo wszystko by wiedział.
Marta, przecież w poprzednim rozdziale było napisane, że weszli do samolotu do Polski, więc nie wiem, dlaczego Cię to zdziwiło. Tak, Kendall na pewno to wie, ale Agata, jak to Agata, przejęła inicjatywę. Serio jak na szpilkach? Wow, wreszcie mój rozdział wywołał jakieś emocje. To dla mnie wielki komplement, więc dziękuję.
Do następnego.

Rozdział 97

ROZDZIAŁ 97
*per. Kendalla*
Po ośmiu godzinach podróży, samolot nareszcie ląduje na warszawskim lotnisku. Wychodzę z Agatą i Carlosem z latającej maszyny, kierując się po nasze walizki. Kiedy mamy już wszystkie nasze rzeczy z powrotem, dziewczyna zaczyna prowadzić nas w stronę najbliższego hotelu, żebyśmy mogli zostawić tam nasze rzeczy i przenocować, bo szczerze wątpię, żeby nasza wizyta w Polsce zajęła tylko jeden dzień. Chociaż, kto wie?
Wchodzimy powoli do hotelowego lobby, a Agata, jako że jedyna zna tutejszy język, idzie nas zameldować, zostawiając mnie i Carlosa obok kilku foteli i kanapy, zajętych przez innych gości hotelu. Z braku lepszego zajęcia, zaczynam przysłuchiwać się rozmowie dziewczyny z recepcjonistą. Muszę przyznać, że już dawno nie słyszałem, jak ktokolwiek mówi po polsku i brzmi to troszeczkę dziwnie, zwłaszcza że nie rozumiem ani słowa z prowadzonego dialogu. Chyba czas zacząć uczyć się polskiego, przynajmniej w mowie. Kiedyś na pewno mi się to przyda. W końcu, moja dziewczyna i jej rodzina są Polakami.
Kilka minut później Agata podchodzi do nas z kluczem do pokoju w ręku. Zaraz, zaraz... przecież ona ma tylko jeden klucz. A ja i Carlos? Patrzymy na nią zdziwieni, żądając wyjaśnień, ale ona nie robi sobie nic z naszego wzroku i, jak gdyby nigdy nic, bierze walizkę, kierując się do windy. Idziemy za nią coraz bardziej zdziwieni, nie mają pojęcia, o co chodzi. Wyjaśnia się to dopiero po otworzeniu przez Agatę drzwi naszego, jak się okazuje, trzyosobowego pokoju. W sumie niezłe rozwiązanie.
Podchodzę powoli do jednego z łóżek, po czym kładę się na nim, wykończony lotem i zmianą strefy czasowej. Mam niesamowitą ochotę zasnąć, ale wiem, że nie mogę. Najpierw muszę znaleźć Patrycję, albo chociaż jakikolwiek ślad, świadczący o tym, że nie przyjechałem do Polski na darmo. W innym wypadku nawet nie mam co próbować zasnąć, bo i tak mi się to nie uda. Nawet, jeśli ułożę się do snu, mój mózg będzie mi podsuwał coraz straszniejsze obrazy tego, co Malinowski może robić Patrycji.
- Gdzie mieszka babcia tego psychola? - pytam w końcu, podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Kilka ulic stąd, ale zanim tam pójdziemy, może najpierw się prześpijcie? - proponuje dziewczyna, patrząc to na mnie, to na Carlosa.
- Damy radę, bez przesady. Nieraz umieliśmy dłużej nie spać, na przykład jak mieliśmy koncerty. - twierdzi Carlos, z czym się zgadzam. Rzeczywiście próby czasami trwały tak długo, że spaliśmy dopiero kilka godzin przed koncertem, żeby być w miarę wypoczęci i niczego nie pomylić.
- No to chodźmy. - Agata narzuca na siebie bluzę ze względu na niższą temperaturę niż w Los Angeles i kieruje się w stronę drzwi, więc idziemy za nią. Wychodzimy z hotelu, a szatynka prowadzi nas do odpowiedniego domu. Droga zajmuje nam zaledwie kilka cichych minut, podczas których każde z nas zatopione jest we własnych myślach. Po dotarciu na miejsce Aga bierze głęboki oddech i puka kilka razy do drzwi, ale nikt nie otwiera. Patrzy na nas zdziwiona i ponawia czynność, ale niestety skutek jest taki sam, jak poprzednio. Po kolejnej nieudanej próbie, szatynka kładzie rękę na klamkę, po czym lekko ją naciska i popycha drzwi, które okazują się otwarte.
Patrzymy na siebie zdziwieni i wchodzimy niepewnie do domu. Jest cicho, jak makiem zasiał. Wydaje się, jakby w mieszkaniu nie było żywej duszy. Nagle jednak daje się słyszeć cichy szloch, z jednego z pokoi. Agata każe nam zaczekać na korytarzu, a sama wchodzi po cichu do pomieszczenia, z którego dobiega płacz.
- Boże, Pati. - wzdycha Agata, znikając we wnętrzu pokoju.
- A-Agata? - słyszę nagle łamiący się od płaczu głos Patrycji i nie wiem, czy cieszyć się, że ją znalazłem, czy martwić się, co robił jej ten psychopata, bo bez powodu raczej nie płacze. Podchodzę niepewnie do drzwi i zerkam kątem oka, co się dzieje. Widzę, jak Agata próbuje uspokoić Pati i serce mi się kraje, widząc łzy dziewczyny. Chwilę później blondynka odsuwa się od swojej przyjaciółki, a na jej policzku daje się zauważyć wielki siniak. Patrzę na to z niedowierzaniem i wściekłością jednocześnie. Nie mogę uwierzyć, że Malinowski naprawdę ją uderzył, a zarazem mam ochotę odwdzięczyć mu się tym samym, tylko kilka razy mocniej.
Wchodzę szybko do pokoju i kucam naprzeciwko Patrycji, ostrożnie podnosząc jej głowę do góry tak, aby nasze oczy się spotkały. Widzę, jak w jej oczach mieszają się niedowierzanie, radość i strach, więc zamykam ją stęskniony w szczelnym uścisku, a ona po kilkusekundowym wahaniu wtula się we mnie i daje upust emocjom. Jej łzy moczą mi koszulkę, ale mam to gdzieś. Najważniejsze, że nareszcie mam ją przy sobie. Głaszczę ją delikatnie po głowie, lekko nas kołysząc.
Nie wiem, ile czasu mija, kiedy nagle słyszymy, jak ktoś wchodzi do domu. Patrycja gwałtownie się ode mnie odsuwa, patrząc z przerażeniem na drzwi. Wstaje i podbiega do drzwi łazienki, prosząc, abyśmy się w niej schowali, żeby Paweł nas nie zauważył. Niechętnie zgadzam się na to, widząc przerażenie w jej oczach i wraz z Agatą oraz Carlosem, chowam się w łazience, słuchając, co będzie się działo.

______________________________________________________________
Hej!
Jak widzicie, przyjaciele Patrycji nareszcie ją znaleźli, tylko co na to Paweł? Tego dowiecie się za tydzień w poniedziałek, a ja chcę tylko powiedzieć, że mam już pomysł na setny rozdział, więc będzie ciekawie.
Do następnego.

Rozdział 96

ROZDZIAŁ 96
*per. Kendalla*
Siedzę w pokoju z Loganem, słuchając zszokowany Agaty. Nie mogę uwierzyć, że nikt z nas nie wpadł wcześniej na tak oczywistą rzecz. Braliśmy pod uwagę wszystkie opcje, oprócz tej jednej. Kompletnie zapomnieliśmy o incydencie z Pawłem i nożem. W ogóle zapomnieliśmy o Pawle, a on to wykorzystał. Chociaż, pomimo nienawiści, jaką go darzę, muszę przyznać, że idealnie to wszystko zaplanował. Najpierw zastraszył Patrycję, potem doprowadził do naszej kłótni, a na sam koniec wynajął Justice, żeby mnie unieszkodliwić. Mistrz zła.
Szatynka kończy swoją opowieść i patrzy na nas, oczekując reakcji. Żaden z nas nie wie jednak, co powiedzieć. W głowie mam totalny mętlik. Z jednej strony wiem, że powinniśmy poinformować o spostrzeżeniu Agaty policję, a z drugiej strony czuję, że muszę sam to załatwić. Wstaję z łóżka i podchodzę do szafy, po czym wciągam z niej walizkę, zaczynając się pakować.
- Co robisz? - pyta ze zdziwieniem Logan.
- Pakuję się, nie widać? - odpowiadam pytaniem na pytanie, wrzucając pierwsze lepsze ubrania byle jak do torby.
- Po co? - dopytuje Agata.
- Jadę do Polski. Znajdę Patrycję, wyjaśnię jej, co stało się tamtego feralnego wieczoru i naślę na Malinowskiego policję. - wyjaśniam, zamykając walizkę.
- A jak niby zamierzasz to zrobić? Nie masz pojęcia o Polsce, w życiu nie znajdziesz Patrycji. - stwierdza szatynka, a ja, chcąc nie chcąc, muszę przyznać jej rację.
- To pojedź ze mną. - proponuję, mając nadzieję, że się zgodzi.
- Ja? - pyta zszokowana.
- No tak. Przecież znasz Polskę, na pewno uda Ci się jakoś dotrzeć do Malinowskiego.
- W sumie...w Warszawie mieszka jego babcia. Kiedy będziemy już w Polsce, możemy do niej pójść. Może będzie wiedziała, gdzie jest Paweł.
- Czyli jedziesz? - dopytuję, aby się upewnić.
- Tak, tylko daj mi chwilę. Pójdę się spakować. - prosi i wychodzi z pokoju, a ja załatwiam przez Internet bilety na najbliższy lot.
Niedługo potem jesteśmy już w drodze na samolot z nieplanowanym pasażerem, którym jest Carlos. Stwierdził, że nie puści Agaty do Polski tylko ze mną i na nic zdały się tłumaczenia, że będzie bezpieczna. Widać, że strasznie mu na niej zależy i nie dopuści, żeby stała jej się krzywda. W sumie nie jest to dziwne. Kocha się w niej odkąd się poznali.
Wzdycham cicho i zatrzymuję samochód na lotniskowym parkingu. Chwilę później wysiadam z niego wraz z Agatą i Carlosem, po czym wyciągam z bagażnika nasze walizki, podając je moim towarzyszom. Po wypakowaniu wszystkiego, kierujemy się w stronę odprawy, która idzie dość sprawnie. Jakiś czas później siedzimy już w samolocie, mającym przetransportować nas do mojej ukochanej blondyneczki.
_____________________________________________________________
Hej!
Dzisiaj chcę Was tylko zaprosić na Wattpada, na którym w piątek pojawił się pierwszy rozdział mojego opowiadania o Bars and Melody (TUTAJ) i od razu przechodzę do odpowiadania na komentarze spod poprzedniego rozdziału.
Marto, znajomi Pawła wolą pić, zamiast interesować się informacjami podawanymi w mediach, a jego rodzice zawsze będą po jego stronie. Wybacz, że przerwałam w takim momencie, ale nie mogłam się powstrzymać. W takim razie czeka na maila. A powiesz mi jeszcze, czym jest cliffander? Bo szczerze mówiąc, nie mam bladego pojęcia, o co chodzi.
Rose, na pewno przyjaciele Patrycji zrobią wszystko, żeby ukarać Pawła za to, co zrobił. A co masz na myśli, pisząc o wątku, który będzie miał znaczny wpływa na życie bohaterów? Mogłabyś podać przykład takiego wątku?
Na dzisiaj to tyle, aczkolwiek jeśli macie jakieś jeszcze propozycje dotyczące tego, co mogłabym zrobić z okazji setnego rozdziału, piszcie je w komentarzach.
Do następnego.

Rozdział 95

Drogi Czytelniku!
Proszę, abyś po przeczytaniu rozdziału, zapoznał się z notatką umieszczoną pod nim, gdyż znajduje się tam ważne pytanie oraz informacja.
______________________________________________________________

ROZDZIAŁ 95
*per. Agaty*
Siedzę w pokoju, szukając w Internecie jakichkolwiek informacji o Patrycji. O jej zniknięciu poinformowaliśmy chyba wszystkie możliwe media i policję. Na razie jednak nikt nic nie wie, a przynajmniej nie dotarły do nas wieści o zauważeniu gdzieś Patrycji. Wzdycham cicho i po raz kolejny odświeżam post Kendalla, mając nadzieję na zobaczenie komentarza o znalezieniu Pati. Wszyscy piszą, jak bardzo współczują blondynowi, ale nie ma ani jednego pomocnego komentarza.
Odwracam wzrok od ekranu laptopa i patrzę na drugi koniec łóżka, gdzie śpi wykończony Carlos. Od dnia porwania Patrycji spędza ze mną niemal każdą chwilę. Pilnuje, żebym nie zasiedziała się przy laptopie, szukając informacji, żebym jadła, piła i spała, co jest bardzo trudne zważywszy na to, że od kilku dni potrafię obudzić się wystraszona w środku nocy, nie mogąc potem zasnąć. Jestem mu wdzięczna za to, że mnie nie zostawił i pomaga mi, ale z drugiej strony bardzo boję się, że przez brak snu coś mu się stanie.
Zamykam laptop i wstaję po cichu z łóżka, po czym na palcach wychodzę z pokoju, czując że muszę coś zjeść. Schodzę w tym celu do kuchni i robię sobie zwykłe kanapki. Odkąd Patrycja zaginęła, a Julka wyjechała do Polski, w domu niemal cały czas panuje uciążliwa cisza, a atmosfera jest tak gęsta, że byłoby można kroić ją nożem. Od kilku dni rzadko kiedy ktokolwiek wychodzi z pokoju. Nawet posiłki jemy osobno, jak nigdy wcześniej. Siadam na blacie i zaczynam jeść kanapki, wpatrując się zamyślona w kuchenne drzwi, przez które chwilę później wchodzi Kasia.
- Hej. - wita się cicho, posyłając mi smutny uśmiech i siada obok mnie.
- Hej. Kanapkę? - proponuję, wskazując na talerz.
- Nie, dzięki. James przed chwilą wmusił we mnie warzywka. - przewraca oczami i krzywi się z obrzydzeniem. Wiem, jak bardzo nienawidzi warzyw, więc jej reakcja wcale mnie nie dziwi.
Przez kilka kolejnych minut siedzimy w ciszy, nie wiedząc, co powiedzieć. Nasze relacje od przyjazdu do Los Angeles znacznie się pogorszyły. Kiedyś potrafiłyśmy rozmawiać dosłownie o wszystkim, a teraz umiemy zamienić ledwo kilka zdań. Dopiero teraz zauważam, jak bardzo tęsknię za tym, co było. Za naszymi rozmowami, wypadami na miasto, nocnymi spotkaniami. Wszystko zmieniło się i poszło w zapomnienie, kiedy wprowadziłyśmy się do chłopaków. Spędzałyśmy czas z nimi, powoli oddalając się od siebie nawzajem.
Zeskakuję z blatu i wkładam, opróżniony już, talerz do zmywarki, po czym wracam bez słowa do swojego pokoju, mijając na schodach Jamesa, szukającego Kasi. Wchodzę po cichu do sypialni, kierując wzrok na Carlosa. Nadal śpi, więc korzystam z okazji i zakładam bluzę, po czym wychodzę z domu. Wiem, że gdyby Los nie spał, nie pozwoliłby mi wyjść samej, z uwagi na to, co stało się z Patrycją, a ja potrzebuję teraz pobyć chwilę sama.
Chodzę bez celu po mieście, myśląc o tym wszystkim. Cały czas zastanawiam się, kto może być porywaczem. Próbuję przypomnieć sobie wieczór, w którym zobaczyłam go przed domem. Przypominam sobie jego posturę, sposób chodzenia, kolor jego oczu. Cokolwiek, co pozwoliłoby mi skojarzyć go z kimś, kogo znam. Wiem, że musi być to ktoś znajomy, bo w innym wypadku raczej dostalibyśmy już żądanie okupu. Skoro nie dostaliśmy, to raczej nikt nie porwał Patrycji dla pieniędzy, a skoro nie porwał jej dla pieniędzy, to wątpię, że był to zupełnie przypadkowy koleś. Musiał znać Patrycję lub pracować dla kogoś, kto ją zna. Tylko dla kogo? I po co? Przecież Pati nie miała żadnych wrogów. Zawsze była nastawiona do ludzi pokojowo, a jeśli ktokolwiek coś do niej miał, starała się wyjaśnić to poprzez rozmowę. Rzadko kiedy z kimś się kłóciła. Nie lubiła tego. Wolała spokojną dyskusję, zamiast krzyków. Zawsze też starała zachowywać się tak, aby nie narobić sobie żadnych wrogów. Nikomu nie robiła krzywdy, z nikogo nie szydziła, żadnej dziewczynie nie odbiła chłopaka. Zawsze była kulturalna i uważała na swoje zachowanie w miejscach publicznych. Jej jedynym wrogiem był Paweł.
Blednę, oszołomiona własnym odkryciem, i zaczynam biec w stronę domu, chcąc jak najszybciej podzielić się tym z przyjaciółmi, równie mocno zaniepokojonymi zniknięciem Patrycji. Nie mogę uwierzyć, że żadne z nas wcześniej na to nie wpadło. Przecież Malinowski już raz groził blondynce i chciał zabrać ją siłą do Polski.
Wbiegam zdyszana do domu, a jako pierwszy cel, obieram pokój Kendalla. Gnam po schodach i, nawet nie pukając, wpadam do pokoju blondyna. Patrzy na mnie zdziwiony, tak jak Logan, z którym przerwałam mu rozmowę.

- Wiem, kto może być porywaczem. - mówię i zaczynam opowiadać całe moje przemyślenia, patrząc na ich zszokowane miny.
______________________________________________________________
Hej!
Dzisiaj, jak zresztą sami widzicie, rozdział oczami Agaty, ponieważ ona też była zamieszana w tę sprawę, a nie chciałam pisać tylko z perspektywy Patrycji lub Kendalla, bo po jakimś czasie mogłoby się to przejeść. Mam dla Was również dwie ważne informacje, a właściwie jedno pytanie i jedną informację, ale o tym za chwilę.Najpierw odpowiem na komentarze.
Marto, słowa przez Ciebie przytoczone, nie są błędem. "Chłopaki" to rodzaj niemęskoosobowy, ponieważ nie powiesz "Ci chłopaki", tylko "Te chłopaki", więc forma, której użyłam, jest jak najbardziej poprawna. Co do seryjnego mordercy, to proszę Cię bardzo, zostawiam Ci wolną rękę. Jeśli masz ochotę, to projektuj tę postać.
Rose, masz rację. Paweł jest porąbany, ale gwarantuję Ci, że Patrycja zbyt długo u niego nie pobędzie.
A teraz informacja. Otóż, 1 września, czyli w piątek, miejsce będzie miała premiera mojego nowego opowiadania. Tym razem jednak, będzie to opowiadanie o Bars and Melody i będę je pisała na Wattpadzie, a nie, jak pozostałe opowiadania, na Bloggerze. Jeśli chcecie, mogę w osobnym poście wstawić zwiastun do opowiadania o BAM, ale zależy to tylko i wyłącznie od Was, więc napiszcie, proszę, co o tym sądzicie.
No i wreszcie (tak, kończę już tę notkę) bardzo ważne pytanie. Ze względu na to, że rozdział 100 zbliża się wielkimi krokami, napiszcie mi, proszę, czy chcecie, abym z tej okazji przygotowała coś specjalnego, a jeśli tak, to co miałoby to być.
Z góry dziękuję i podziwiam wszystkich, którzy dobrnęli do końca tej notki.
Do następnego.

Rozdział 94

ROZDZIAŁ 94
*per. Patrycji*
Z każdym dniem mieszkania u Pawła jest ze mną coraz gorzej. Powoli siada mi psychika. Codziennie budzę się ze strachem, że Malinowskiemu coś odbije i znów zacznie się nade mną znęcać, tak jak kiedyś. Ponadto w niemal każdej chwili myślę o Kendallu. Coraz bardziej za nim tęsknię i coraz gorzej radzę sobie z rozstaniem. Kiedy tylko pomyślę, ile kilometrów dzieli mnie od blondyna, w moich oczach pojawiają się łzy, które muszę ukrywać przed moim aktualnym "chłopakiem". Nie wiem, ile tak jeszcze wytrzymam.
- Patrycja! - słyszę nagle krzyk Pawła, więc wychodzę wystraszona z łazienki i patrzę na niego niepewnie. - Chodź, bo się spóźnimy. - rozkazuje, zakładając buty.
- Muszę? - pytam cicho, nie mając ochoty na spotkanie z jego kolegami, na które mnie ciągnie.
- Tak, musisz. Dawno się nie widzieliście, a chłopaki... stęskniły się za Tobą. - mówi z cwaniackim uśmieszkiem, a ja zaczynam trząść się ze strachu, przypominając sobie ostatnie spotkanie z nimi.
- A nie lepiej będzie, jeśli pójdziesz tam sam? Spędzisz trochę czasu sam na sam z kumplami. Pogadacie o... swoich sprawach. - staram się przekonać go do zostawienia mnie w domu, bo nie mam najmniejszej ochoty widzieć się z jego znajomymi.
- Oj, przestań. Przebierz się i idziemy. - jest nieugięty.
- W co mam się przebrać? - pytam niepewnie, patrząc na swój strój, składający się ze zwykłego T-shirtu, bluzy z kapturem, jeansów i trampek.
- W jakąś sukienkę czy coś. - mówi, patrząc w telefon.
- Nie mam żadnej sukienki... ani czegoś. - stwierdzam cicho, bojąc się jego reakcji.
- To wpadniemy jeszcze do galerii handlowej i coś sobie kupisz. - oznajmia, po czym łapie mnie za nadgarstek i niemal wypycha za drzwi. Chwilę potem kierujemy się do najbliższej galerii handlowej, w poszukiwaniu jakichś dziewczęcych ubrań.
- A musi być sukienka? - pytam, przeglądając wieszaki. Staram się zachowywać naturalnie, żeby nikt nie zauważył, że coś jest nie tak, bo byłoby źle.
- Musi. Może ta? - pokazuje mi dość kusą, czerwoną sukienkę bez ramiączek.
- Trochę zbyt skąpa. Może być ta? - prezentuję mu niepewnie czarną sukienkę do kolan, pofalowaną na dole.
- Niech Ci będzie. Idź przymierzyć, a potem pójdziemy jeszcze po buty. - mówi, a ja wchodzę do przymierzalni i zakładam niechętnie suknię. Pasuje, więc czym prędzej przebieram się w normalne ubrania i kieruję się do kasy. Kilka minut siedzę już w sklepie z obuwiem i przymierzam baletki, które wybrał mi Malinowski. Niby pasują, ale wydają się strasznie niewygodne. Pewnie dlatego, że nie jestem przyzwyczajona do chodzenia w takich butach. Z drugiej strony jednak cieszę się, że Paweł odpuścił pozwolił mi kupić baleriny zamiast szpilek, bo w szpilkach chodzić kompletnie nie umiem.
- Wrócimy do domu, żebym mogła się przebrać? - pytam, spoglądając na niego.
- Po co? Tu jest łazienka. A te ciuchy, które masz na sobie, i tak pójdą do kosza. Musisz zacząć ubierać się bardziej dziewczęco. - twierdzi, a ja blednę. Nie chcę zmieniać stylu. Nie chce chodzić w sukienkach czy spódniczkach. Po prostu nie.
- Ale... czemu muszę zmienić styl? - dopytuję, nie rozumiejąc, o co mu chodzi. Dotychczas nie narzekał na moje ubrania.
- O wiele ładniej Ci w sukienkach. Poza tym, chcę żeby moja partnerka była dziewczęca, a nie ubierała się jak chłopak. - mówi i wręcz wpycha mnie do damskiej toalety. Przebieram się zszokowana, patrząc na moje stare ubrania. Nie chcę ich zmieniać, a tym bardziej wyrzucać. Chcę, żeby było jak dawniej.
Wychodzę niepewnie z łazienki, trzymając w ręku dotychczasowe ubrania i idę z Pawłem do wyjścia z galerii. Malinowski wyrzuca moje ciuchy do pierwszego, lepszego śmietnika, po czym łapie mnie za rękę i prowadzi do domu jednego ze swoich kumpli.
Docieramy na miejsce po mniej więcej pół godzinie drogi. Szatyn puka do drzwi, które chwilę potem otwiera mu Marcin. Koleś był kilkukrotnie aresztowany za pobicia i dość często gościł na izbie wytrzeźwień. Kiedy mnie zauważa, uśmiecha się szeroko i wyciąga ramiona, próbując mnie przytulić. Ja jednak podaję mu ze sztucznym uśmiechem rękę, udając że nie dostrzegłam jego próby.
Po wejściu do mieszkania, gospodarz od razu proponuje mnie i Pawłowi piwo. Malinowski z chęcią przyjmuje propozycję, ale ja odmawiam. Nie piłam, nie piję i pić nie będę. Nigdy. Kiedyś to sobie obiecałam i słowa dotrzymam. Poza tym, jakoś nie mam ochoty czynnie brać udziału w libacji chłopaków. Kilka minut później do Pawła i Marcina dołączają ich dwaj pozostali kumple - Piotr i Robert. Też często karani i też lubiący sobie popić.
Chłopaki dyskutują przede wszystkim o tym, jak Malinowski ściągnął mnie do Polski, a mi zachciewa się płakać. Nie mogę słuchać tego wszystkiego. Szatyn chwali się, jakiego to planu nie wymyślił i jak go zrealizował, śmiejąc się przy tym do rozpuku, z naiwności moich przyjaciół. Po jakimś czasie, kiedy chłopcy są już nieźle podpici, temat przechodzi na dziewczyny. Kryminaliści chwalą się, ile wyrwali w tym tygodniu, a Paweł, ile zamierza wyrwać w przyszłym, co tylko upewnia mnie w przekonaniu, że od naszego rozstania nie zmienił się ani trochę. Znów będzie mnie zdradzał, a potem bił. W moich oczach pojawiają się łzy i marzę, żeby to wszystko już się skończyło.

______________________________________________________________
Hej!
Jak widzicie, dziś rozdział znów oczami Patrycji. Paweł powoli zaczyna pokazywać swoją prawdziwą twarz, a do opowiadania wkraczają jego, niezbyt przyjaźni, koledzy. Na razie nie dodaję ich do bohaterów, bo na tę chwilę nie planuje ich pojawiania się w kolejnych rozdziałach, ale jeśli chcielibyście, aby odegrali w opowiadaniu jakąś większą rolę, napiszcie mi to w komentarzach, a spróbują wymyślić coś, w czym mogliby mieć udział.
Do następnego.

Rozdział 93

ROZDZIAŁ 93
*per. Julii*
Siedzę sama w pokoju, próbując wymyślić jakiś sposób na znalezienie Patrycji. Rodzice zabrali mi wszystkie sprzęty elektroniczne, więc nie mam nawet jak skontaktować się z dziewczynami w sprawie zgłoszenia zdarzenia na policję.
Wzdycham cicho i zbieram się na odwagę, po czym schodzę na dół. Rodziców nie ma, więc, korzystając z okazji, narzucam na siebie bluzę i otwieram okno w salonie. Odkąd wróciłam do Polski, mam zakaz wychodzenia z domu, bo rodzice za bardzo boją się, że stanie mi się to samo, co Patrycji. Kiedy muszą gdzieś wyjść, zabierają wszystkie klucze, żebym pod ich nieobecność nigdzie nie poszła, ale nigdy nie pomyśleli o zabezpieczeniu okien. Wydostaję się dzięki temu do ogródka, po czym przeskakuję przez, na szczęście, niski płot i kieruję się w stronę ulicy, na której w dzień powrotu zobaczyłam moją siostrę.
Chodzę po mieście, uważnie się rozglądając. Co prawda bardzo dawno mnie tu nie było, ale jeszcze nie zapomniałam, gdzie co jest i znam to miasto dokładnie tak samo, jak przed wyjazdem. Niestety nigdzie nie widzę mojej siostry, pomimo obejścia całej Warszawy, więc zaczynam wracać do domu, mając nadzieję, że moi rodzice jeszcze nie wrócili. W pewnym momencie jednak moją uwagę przykuwa kioskowa wystawa, gdzie na jednej z gazet widzę znajomą twarz. Podchodzę bliżej, a moim oczom ukazuje się dziennik informacyjny, na którego okładce widnieje moja siostra. Wchodzę czym prędzej do sklepu i kupuję gazetę, po czym biegnę do domu i wchodzę do niego w ten sam sposób, w jaki się z niego wydostałam.
Na moje szczęście rodziców jeszcze nie ma, więc odwieszam szybko bluzę i idę szybkim krokiem do pokoju, z zamiarem przeczytania artykułu. Usadawiam się wygodnie na łóżku i otwieram dziennik na odpowiedniej stronie, zabierając się do lektury.
"Kilka dni temu w godzinach wieczornych w Los Angeles w stanie California doszło do uprowadzenia młodej Polki - Patrycji Krajewskiej. Patrycja przebywała w Los Angeles wraz ze swoim chłopakiem i przyjaciółmi. O zdarzeniu poinformował na swoich portalach społecznościowych Kendall Schmidt - lider zespołu Big Time Rush, a prywatnie chłopak młodej Polki. Prosił o udostępnianie swojego postu, co jego fani z chęcią uczynili. W poście zawarł również prośbę o skontaktowaniu się z nim poprzez jego fanpage, jeśli ktoś widział Patrycję. Gwiazdor poinformował również, iż sprawca zdarzenia pozostaje nieznany, a Patrycja do tej pory nie daje znaku życia. Poniżej zamieszczamy zdjęcie uprowadzonej dziewczyny, które, jak napisał członek boysbandu, jest jej ostatnim zdjęciem."
Nagle słyszę pukanie do drzwi, a do pokoju wchodzi mama. W ostatniej chwili chowam gazetę pod poduszkę.
- Jak się czujesz? - pyta zatroskana, siadając obok mnie.
- Znośnie. - uśmiecham się smutno i spuszczam wzrok.
- Kochanie, wiem że teraz rozstanie z Henrym jest dla Ciebie jak koniec świata, ale jesteś jeszcze za młoda na związki. Poza tym, to tylko zauroczenie, uwierz mi. W Twoim wieku to normalne. Spotkasz jeszcze mnóstwo chłopaków, którzy Ci się spodobają. - twierdzi, chcąc mnie pocieszyć.
- Nie mamo. Ty nic nie rozumiesz. Z Henrym jest inaczej niż z chłopakami, których do tej pory poznałam. Tylko przy nim czuję się szczęśliwa. Wiem, że mam dopiero czternaście lat, ale to nie znaczy, że nie mogę się zakochać, prawda? Mamo, zdaję sobie sprawę, że po związku Patrycji i Pawła jesteś troszeczkę przewrażliwiona na tym punkcie, ale Henry nie jest jak Malinowski. Jest normalny. Naprawdę. - próbuję przekonać ją do swoich racji, ale widzę, że niewiele to daje.
- Poczekaj jeszcze ze związkami Julka. Tak będzie lepiej. A teraz leć umyć ręce i przyjdź na kolację. - prosi, ucinając temat.
- Ale mamo...
- Żadnych "ale". Za pięć minut widzę Cię na dole, jasne? - wychodzi z pokoju, zostawiając mnie smutną i rozżaloną.
______________________________________________________________
Hej!
Dzisiaj dodaję trochę niespodziewany rozdział, ponieważ, jak już wspominałam, publikowanie rozdziałów zależy od wielu czynników, więc możecie spodziewać się takich niespodziewanych rozdziałów częściej zarówno tu, jak i na drugim blogu. Na 100% natomiast rozdziały będą pojawiały się co poniedziałek, więc to się nie zmienia.
Chciałabym również zaprosić Was do zakładki "Bohaterowie" oraz do zakładki "Zapytaj bohatera", gdyż uległy one drastycznej zmianie. Polecam wejść zwłaszcza w zakładkę przedstawiającą bohaterów, ponieważ w opisie Kennetha jest pewna nowa (ważna) informacja.
Do następnego.

Rozdział 92

ROZDZIAŁ 92
*per. Kendalla*
Siedzę załamany w pokoju, pisząc e-mail do kolejnego internetowego portalu. Nie wiem, do ilu portali już napisałem, ale wiem, że nie odpuszczę. Tę sprawę trzeba nagłośnić. Po pierwsze po to, żeby inne dziewczyny na siebie uważały, a po drugie dlatego, że ktoś może coś wiedzieć. Ktoś gdzieś mógł widzieć Patrycję. Co prawda sprawa zgłoszona jest już na policję, ale każda pomoc się przyda.
Po napisaniu maili, publikuję na Facebooku post o tym, co się stało, mając nadzieję, że może ktoś będzie coś wiedział. Wiem, że szanse są nikłe, ale im więcej ludzi zobaczy post, tym lepiej, więc proszę też o udostępnianie go. Po kilku sekundach jest już ponad dwieście udostępnień, a z każdą chwilą przybywa ich coraz więcej.
Wzdycham cicho i zamykam laptop, a następnie idę do Logana, który miał poszukać w Internecie czegoś, co mogło być przyczyną mojego dziwnego zachowania tamtego wieczoru. Pukam do drzwi i, po usłyszeniu pozwolenia, wchodzę do środka. Siadam na krześle biurowym i patrzę z wyczekiwaniem na wpatrzonego w ekran laptopa bruneta. Nagle Henderson marszczy ze zdziwieniem brwi i zaczyna czytać coś ze skupieniem.
- I co? Masz coś? - pytam zaniepokojony, próbując wyczytać cokolwiek z jego twarzy.
- Eee... Kendall, rozmawiałeś z kimś w klubie? - zerka na mnie przez ułamek sekundy, a potem ponownie wraca do artykułu.
- Tylko z barmanem. No i potem pewnie z Justice, ale tego już nie pamiętam, więc nie mogę powiedzieć Ci na sto procent. - mówię zgodnie z prawdą.
- Ta... trzeba tam pojechać i obejrzeć nagrania z kamer. - oznajmia, zatrzaskując pokrywę urządzenia.
- Po co? - pytam, zdziwiony jego zachowaniem.
- Powiedzmy, że mam pewną teorię. - mówi, narzucając na siebie bluzę. Idę za nim do samochodu, nie mając pojęcia, o co mu chodzi. Wiem jednak, że nie powie mi tego dopóki nie obejrzymy nagrań, więc nawet nie pytam. Znam Logana już długo i śmiało mogę stwierdzić, że jedną z jego wad jest ukrywanie wszystkiego do momentu, w którym nie będzie tego na sto procent pewien.
Kilka minut później parkujemy pod pechowym klubem i wchodzimy do środka. Od razu po przekroczeniu progu uderza w nas zapach alkoholu, papierosów i spoconych od tańca ciał, a nasze oczy zostają na moment oślepione różnokolorowymi światłami, zmieniającymi się co pół sekundy. Podchodzimy do baru, a Logan od razu prosi kierownika, nie dając mi dojść do słowa. Chociaż w sumie cieszę się, że przejął inicjatywę, bo znając mnie, nie wiedziałbym nawet, co powiedzieć. Kilka chwil później szef dyskoteki prowadzi nas do swojego gabinetu.
- Niestety, nie mogę ujawnić Panom nagrań z monitoringu. - słyszymy po przedstawieniu sytuacji i prośbie Logana o chwilowe udostępnienie filmów.
- Proszę Pana, kilka dni temu miało tu miejsce poważne przestępstwo, więc jeśli nie pokaże Pan nagrań nam, pokaże Pan je policji, której nie omieszkam powiadomić o całym zajściu. - oznajmia stanowczo Henderson, patrząc na mężczyznę. Widać, że zaczyna się wahać. Musi wybrać pomiędzy cichą pomocą nam i zachowaniem dobrego imienia biznesu, a kontaktami z policją i odstraszeniem ludzi.
- Dobra, niech Wam będzie, ale ani słowa policji. - stawia nam warunek, na który z chęcią przystajemy. Kilka minut później oglądamy nagrania z tamtej feralnej nocy. Na początku jest spokojnie. Wszystko jest tak, jak zapamiętałem. W pewnym momencie jednak barman wyciąga rękę i dmucha mi czymś w twarz, a chwilę później podchodzi do mnie Justice i wychodzimy z baru. Patrzę w szoku na ekran, na którym wyświetlony jest film i nie mogę uwierzyć w to, co zobaczyłem.
- Czyli tak jak myślałem. - słyszę nagle Logana, więc kieruję na niego zszokowany wzrok, mając nadzieję, że mi to wyjaśni. - Zostałeś potraktowany oddechem diabła. - twierdzi, wprawiając mnie w stan przerażenia.
______________________________________________________________
Hej!
Jak widzicie, wreszcie wyjaśniło się, co miało miejsce w klubie. Spodziewaliście się tego? Ja, szczerze mówiąc, długo nazwy tego specyfiku nie szukałam. Wystarczyło wpisać w Wujka Google objawy i już po kliknięciu w pierwszy link wyskoczyła nazwa. I, żeby nie było, ani trochę nie znam się na tego typu substancjach, aczkolwiek muszę przyznać, że opowieści ludzi potraktowanych skopolaminą są bardzo interesujące, więc jeżeli macie ochotę o tym poczytać, odsyłam do Wujaszka Google.
Jak również możecie zauważyć, całkowicie zmienił się wygląd bloga. Dlaczego? Ano dlatego, że szablon, który widzieliście jeszcze kilka dni temu, zaczął mnie bardzo denerwować. Ciągle coś się w nim nie zgadzało i ciągle musiałam coś naprawiać, więc koniec końców stwierdziłam, że wracam do pierwotnego szablonu bloga. Jedyne, co zmieniłam to jego kolory i wykonałam grafikę, którą widzicie na samej górze bloga. Jest ona podobna do grafiki sprzed kilku miesięcy, ale postanowiłam nie dodawać na nią wszystkich bohaterów, jak na poprzednią, bo stwierdziłam, że nie ma to sensu i wyszło, jak wyszło. Napiszcie mi czy podoba Wam się teraźniejszy wygląd, czy jednak lepiej byłoby, gdybym coś w nim zmieniła.
Do następnego.