Rozdział 135

ROZDZIAŁ 135
*per. Agaty*
Ostatnie dni były koszmarne. Najpierw Julka wylądowała w szpitalu, później Henry pokłócił się ze swoimi rodzicami i z powrotem wprowadził się do nas, a na samym końcu Patrycja wyprowadziła się do rodziców. Przez te dni w domu panował chaos, więc teraz, kiedy jest już cicho i spokojnie, wydaje mi się to bardzo dziwne.
Wzdycham i wstaję z łóżka, po czym wychodzę z pokoju. Schodzę na dół, gdzie nie ma zupełnie nikogo. Prawie wszyscy siedzą w pokojach, odpoczywając po ostatnich wydarzeniach. Tylko Henry'emu chciało się dzisiaj wyjść z domu. Uparł się, że właśnie dziś musi pogadać z Julką i dopiął swego. Mam tylko nadzieję, że nie pokłócą się jeszcze bardziej.
Wchodzę do kuchni, gdzie natykam się na Carlosa. Chłopak ze słuchawkami w uszach przygotowuje obiad. Po cichu podchodzę do lodówki i wyciągam z niej sok gruszkowy. Widzę, jak Carlos kątem oka obserwuje moje ruchy. Uśmiecham się do niego lekko, a następnie sięgam po szklankę, do której wlewam sok.
Odkładam napój z powrotem do lodówki, cały czas czując na sobie wzrok chłopaka. Biorę łyk soku, zauważając jak Carlos wyciąga z uszu słuchawki. Na mojej twarzy cały czas gości lekki uśmiech, który znika jednak zaraz po wyjściu z kuchni.
Wchodzę do swojego pokoju i siadam na łóżku, stawiając szklankę z sokiem na szafce nocnej. Biorę do ręki laptopa, po czym stawiam go na łóżku, otwierając go. Uruchamiam urządzenie i loguję się na Facebooka, przez co zalewa mnie fala powiadomień. No tak, dość dawno nie było mnie na tym portalu.
Klikam w pierwsze lepsze powiadomienie, które przekierowuje mnie na fanpage jednej z plotkarskich stron. Tytuł linku załączonego w poście mówi o pobycie Big Time Rush w szpitalu. Zdziwiona klikam w link, wchodząc na stronę plotkarską. Nie zdążam nawet przeczytać kawałka artykułu, kiedy na ekranie laptopa wyskakuje zdjęcie, przedstawiające chłopców z BTR, wychodzących z auta zaparkowanego pod szpitalem. Fotografia zajmuje prawie pół strony, podczas gdy tekst jest jedynie na kilkanaście linijek. Przelatuję go wzrokiem, podejrzewając, że są tam jedynie jakieś bzdury. Tak, jak myślałam, autorowi artykułu nie chciało się nawet sprawdzić, o co dokładnie chodziło. Według niego któryś z chłopaków prawdopodobnie ma problemy zdrowotne, a reszta zespołu pojechała z nim do szpitala, chcąc wspierać go po usłyszeniu diagnozy, która na pewno była druzgocąca.
Śmieję się cicho pod nosem, a następnie piszę komentarz, sugerujący "dziennikarzom" lepsze sprawdzenie źródeł i nie wprowadzanie ludzi w błąd. Publikuję moją opinię o tym czymś, co miało być artykułem, jak i o całej tej nieudanej stronie, żerującej jedynie na kłamstwach. Wyłączam tekst, a następnie wylogowuję się z Facebooka i zamykam laptop, kiedy nagle słyszę pukanie do drzwi.
Chwilę później do mojego pokoju zagląda Carlos. Odkładam laptop na biurko, podczas gdy chłopak rozgaszcza się w sypialni, siadając na łóżku. Mina Losa jest dość niepewna i jakby speszona, ale chyba nie chcę w to wnikać. Znaczy, chciałabym, ale nie chcę wyjść na natrętną, więc postanawiam t przemilczeć, dopóki chłopak sam nie postanowi powiedzieć mi, co się dzieje.
- Aga? - zaczyna niepewnie Carlos. - Możemy porozmawiać?
- Jasne. Co jest? - siadam obok chłopaka, patrząc na niego uważnie.
- Potrzebuję twojej rady w kwestii uczuciowej.
- Okay... Co się dzieje? - wpatruję się w Losa, czując jak moje serce zaczyna szybciej bić.
- Ja... jakiś czas temu poznałem pewną dziewczynę i chyba tak jakby się w niej zakochałem. Nie wiem tylko, jak jej to powiedzieć. Boję się, że zepsuję przez to naszą relację i nie mam pojęcia, co zrobić. Masz jakiś pomysł?
- Wiesz... - mówię, starając się nie okazywać tego, że moje serce rozpadło się właśnie na drobne kawałeczki. - ... myślę, że powinieneś posłuchać swoich uczuć i powiedzieć tej dziewczynie, co do niej czujesz. Jestem pewna, że nic między wami się nie zmieni, a nawet jeśli, to będzie to jej strata.
- Naprawdę tak myślisz?
- Oczywiście. Jesteś świetnym facetem i miliony dziewczyn marzą, żeby z tobą być. Czytałeś kiedyś posty swoich fanek? Szaleją za tobą, dałyby się pokroić choćby za możliwość porozmawiania z tobą. Za związek pewnie byłyby w stanie oddać swoją duszę diabłu. - śmieję się lekko, co Carlos odwzajemnia. - Proszę cię, trochę więcej pewności siebie. Jesteś naprawdę super i jeśli ta dziewczyna nie doceni twoich uczuć i odrzuci je, to będzie zwykłą idiotką.
- A jak jej to powiedzieć? Bo wiesz, nie chciałbym tak po prostu podejść do niej i tak z niczego wyznać jej uczucia. Chciałbym zrobić coś specjalnego.
- Nie wiem, może kup kwiaty albo czekoladki? Tylko najpierw upewnij się, że nie jest uczulona ani na diecie. - radzę mu. - Chociaż w sumie, zależy jaka ona jest. Jeśli wiesz, że to jej wystarczy, to masz rozwiązanie. A jeśli nie, to musisz wymyślić coś, co ona lubi.
- Na przykład?
- Nie wiem, zrób romantyczną kolację?
- Okay... dziękuję. - Carlos uśmiecha się lekko i wstaje z łóżka. - Jesteś super przyjaciółką.
- Do usług. Jeśli będziesz potrzebował czegoś jeszcze, to wiesz, gdzie mnie znaleźć.
Chłopak wychodzi z pokoju, zostawiając mnie samą. Padam na łóżko, czując napływające do oczu łzy. Nie wierzę, że to tak się skończy. Przecież... jak tylko działo się coś złego, Carlos przy mnie był. Pilnował mnie, pomagał mi i pocieszał. Myślałam, że to znak, że mu na mnie zależy. Myślałam, że może chociaż trochę mu się podobam. Myślałam, że może coś do mnie poczuł, choć odrobinkę. Boże, jaka ja byłam głupia...
Zwijam się w kłębek na środku łóżka, próbując powstrzymać lecące łzy. Nie daję rady. To zbyt boli, a kiedy pomyślę sobie, że Carlos pewnie niedługo przyprowadzi tu dziewczynę, w której się zakochał, zaczyna boleć dwa razy mocniej. Z jednej strony chcę jego szczęścia, a z drugiej strony wiem, że nie wytrzymam widoku Losa z inną dziewczyną. Nie wiem, co zrobić. Może lepiej by było, gdybym po prostu zniknęła? Może bolałoby mniej?
________________________________________________________________
Hej!
Jako, że rozwiązałam na razie wątek Julki, postanowiłam wrócić do innych postaci. Szczerze mówiąc, brakowało mi ich. A Wam? Cieszycie się, że wrócili?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Raspberry, Julka wybaczyła Henry'emu tylko dlatego, że nadal coś do niego czuje i nie chciała dłużej się z nim kłócić.
"Marvin Marvin" był naprawdę fajnym serialem, a najlepszy odcinek, to według mnie ten z Big Time Rush. Kurczę, chyba obejrzę sobie cały serial jeszcze raz. W ogóle ostatnio mam ochotę na oglądanie seriali z dzieciństwa. Chyba zrobię sobie taki mały sentymentalny maraton. Znaczy, jak tylko znajdę czas.
Jakoś sobie poradzi. W zasadzie, to będzie dobra próba dla ich związku. Tak mi się przynajmniej wydaje.
Doczekałaś się.

Marta, szczerze mówiąc, bardzo wątpię, że Patrycja olałaby Julkę po takim wydarzeniu.
Pewnie trochę tak.
Wiesz, zawsze mogli rozstać się w przyjaźni.
Tak teoretycznie, Julka nie zerwała wtedy z Henrym. Po prostu uciekła, więc tak jakby jeszcze ze sobą byli.

Marie, wydaje mi się, że jest coś na kształt odpowiednika gimnazjum. Z tego, co wiem, nazywa się to Junior Secondary.
Wiesz, dla nich obojga był to pierwszy poważny związek, więc jeszcze nie do końca wiedzieli, jak się zachować i dlatego są tacy niepewni i niezdecydowani.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Do następnego.

Rozdział 134

ROZDZIAŁ 134
*per. Julii*
Siedzę na szpitalnym łóżku, pakując do torby ubrania, które dwa dni temu przywieźli mi rodzice. Przed chwilą lekarz przyniósł mi wypis. Moje wyniki są na tyle dobre, że wreszcie mogę wrócić do domu. Znaczy, do hotelu... Tak bardzo się cieszę, że wreszcie położę się w wygodnym łóżku, zjem obiad zrobiony przez mamę i spokojnie pooglądam sobie telewizję. Teraz czekam tylko na rodziców i mogę iść.
W momencie, kiedy zapinam torbę, do sali wchodzi mama. Wstaję szczęśliwa z łóżka i przytulam ją, biorąc swoje rzeczy. Szybkim krokiem wychodzę z pomieszczenia, nie czekając nawet na moją rodzicielkę, która idzie gdzieś za mną. Niemal wybiegam ze szpitala, zatrzymywana przez mamę. Wiem, że nie powinnam jeszcze zbytnio biegać, ale po prostu chciałam się już stamtąd wydostać.
Kilka chwil później wsiadam do samochodu, za którego kierownicą siedzi mój tata. Witam się z nim, a następnie zapinam pasy, kładąc na siedzeniu obok moja torbę z rzeczami. Kiedy tata odpala silnik i rusza, ja wyciągam z kieszeni spodni telefon i piszę SMSa do Patrycji. Proponuję jej wspólne spędzenie popołudnia, ale moja siostra nie odpisuje. Trochę zawiedziona chowam telefon i czekam na dotarcie do hotelu.
Jakiś czas potem dojeżdżamy wreszcie na hotelowy parking. Wysiadam z samochodu, biorąc swoją torbę, a następnie wchodzę do budynku, kierując się do windy. Wsiadam do niej razem z rodzicami i jadę na odpowiednie piętro. Jedyne, o czym teraz marzę, to obejrzenie jakiegoś głupawego serialu i zrelaksowanie się. Znaczy, poza spędzeniem czasu ze swoją siostrą, ale to chyba nierealne...
Kilka minut później wchodzę wreszcie do mieszkania, gdzie wyczuwam przyrządzane spaghetti. Co jest? Zdziwiona wchodzę do kuchni i doznaję pozytywnego szoku. Patrycja krząta się po pomieszczeniu, nakładając danie na talerze. Szczęśliwa podbiegam do niej i mocno ją przytulam. Zaskoczona dziewczyna odwzajemnia ze śmiechem mój uścisk.
- No hej. Jak się czujesz? - pyta Pati, układając na stole talerze z gotowym spaghetti.
- Jest super, zwłaszcza że wreszcie wyszłam ze szpitala. A ty co tutaj robisz?
- A tak przyjechałam. Aha, przepraszam, że nie odpisałam na SMSa, ale zadzwonił Kendall i trochę się zagadaliśmy. - wyjaśnia Pati, siadając do stołu. Siadam obok niej, a rodzice zajmują miejsca naprzeciwko nas.
- Nic się nie stało, ale czy wy przypadkiem nie jesteście trochę od siebie uzależnieni? - patrzę na nią kątem oka. - No wiesz, widzieliście się rano i wieczorem też będziecie się widzieć.
- No nie do końca. - oznajmia Patrycja, a ja rzucam jej zdziwione spojrzenie. - Umm... na jakiś czas zamieszkam z wami, dobrze?
- Co? Ale dlaczego? W sensie, nie żebym się nie cieszyła, bo się cieszę, ale czemu? Pokłóciłaś się z Kendallem? No nie mów, że się rozstaliście. - patrzę na nią z niedowierzaniem.
- Nie, spokojnie. Po prostu postanowiłam, że przeprowadzę się do was, żebyś miała z kim pogadać, poplotkować. Wiesz, jak za starych, dobrych czasów.
- Serio? Wyprowadziłaś się dla mnie od Kendalla? Dziękuję. - uśmiecham się lekko, nadal w to nie wierząc.
- Ej, siostrę mam przecież tylko jedną, a chłopaków może być jeszcze wielu, prawda? Chociaż tak między nami, mam nadzieję, że Kendall będzie już tym ostatnim.
- Jeśli nic mu nie odbije, to pewnie tak. - uśmiecham się lekko.
Po zjedzeniu pysznego obiadu, idę wraz z Patrycją do swojego pokoju. Biorę z biurka laptop i kładę go na łóżku, po czym wracam do kuchni po jakiś sok i przekąski. Kiedy wchodzę znów do pokoju, Pati wybiera film. Siadam obok niej, kładąc między nami miskę z chipsami i uruchamiam komedię.
Świetnie się bawimy i przez dłuższą chwilę jest tak, jak dawniej. Jak wtedy, kiedy mieszkałyśmy w Polsce. W połowie filmu jednak do mojej sypialni wchodzi mama, oznajmiając że mam gościa. Patrzę zdziwiona na Patrycję, która zatrzymuje film. Widzę, że też nie ma pojęcia, o co chodzi.
Wstaję z łóżka i idę do salonu, gdzie zastaję Henry'ego. No to pięknie... Chłopak patrzy na mnie niepewnie, uśmiechając się nieśmiało. Jeju, chyba pierwszy raz widzę u Formana jakąkolwiek niepewność.
- Cześć. Co tu robisz? - pytam niepewnie, zauważając kątem oka, że mama wychodzi z kuchni, zostawiając nas samych.
- Ja... chciałem pogadać. Jak się czujesz?
- Jest okay. O czym chciałeś porozmawiać?
- Um... o nas. - wzdycha chłopak. - No chyba, że jeszcze nie czujesz się na siłach. W sensie wiesz, po szpitalu. Jeśli potrzebujesz jeszcze kilka dni, żeby dojść do siebie, to...
- Henry! - przerywam mu, mając wrażenie, że dostał jakiegoś słowotoku. - Możemy porozmawiać.
- To... co z nami będzie?
- A co ma być? - siadam zrezygnowana na kanapie. - Masz w Nowym Jorku dziewczynę, a mnie okłamywałeś.
- Nie, to nie tak. - Henry zajmuje miejsce obok mnie. - Nie jestem z Emmą, nigdy nie byłem. Nie wiem, co mi wtedy odbiło.
- Skoro z nią nie jesteś, to dlaczego się z nią całowałeś? Przecież nie całuje się nikogo bez powodu. Proszę, powiedz wreszcie prawdę.
- Może... tak jakby... nie lubię odrabiać zadań domowych? - chłopak patrzy na mnie niepewnie.
- No i co to ma do rzeczy? Całowałeś się z tamtą dziewczyną, bo nie lubisz robić prac domowych?
- Julka, ja udawałem jej chłopaka, żeby dostawać dobre oceny. Emma nigdy nie dostała oceny gorszej niż cztery, a wiedziałem, że jej się podobam, no to trochę to wykorzystałem.
- Co zrobiłeś?! - wstaję gwałtownie z kanapy, patrząc na niego z niedowierzaniem. Nie mieści mi się w głowie, że mógł zrobić coś takiego.
- Przepraszam, okay?!
- Nie, nic nie jest okay! Ilu jeszcze dziewczynom tak zrobiłeś, co?!
- Wiesz...
- No pięknie, spotykałam się z oszustem! 
- Nie, Julka, nieprawda. Ja... zanim cię poznałem byłem kompletnie inny, okay? W Nowym Jorku, owszem, oszukiwałem dziewczyny i czasem miałem ich kilka naraz, ale kiedy poznałem ciebie, wszystko się zmieniło. Ciebie pokochałem naprawdę. Nie chciałem cię oszukać, ani zranić. Po prostu, kiedy wróciłem do Nowego Jorku i nie miałem z tobą kontaktu, to wszystko wróciło. Całe moje dawne życie, wszystkie oszustwa. Wiesz, w gimnazjum wszyscy mieli mnie za cwaniaka i chyba nie chciałem, żeby się to zmieniło. Nie chciałem stracić reputacji, na którą sobie zapracowałem. Wiem, że to było złe. Przepraszam.
- Twoje przeprosiny nie zmienią tego, co zrobiłeś. - mówię, uspokajając się trochę. Nadal jestem okropnie zła na Henry'ego, ale muszę przyznać, że to, co powiedział, trochę mnie zmiękczyło.
- Wiem, ale... jeśli tylko dasz mi szansę, udowodnię ci, że się zmieniłem. Skończę z oszustwami i reputacją cwaniaka, obiecuję.
- Henry, ja... ja nie wiem, czy to jest dobry pomysł. 
- Wiem, że zawaliłem, ale proszę, proszę, daj mi drugą szansę. Wszystko jakoś się ułoży.
- Nie, nic się nie ułoży. Posłuchaj, mogę ci wybaczyć to, co zrobiłeś, ale nie zmieni to faktu, że będziemy na dwóch różnych końcach kraju. Nie zrozum mnie źle, naprawdę chciałabym, żeby to wypaliło, ale po tym, co się stało, chyba nie będę już w stanie zaufać ci na tyle, żeby być z tobą w związku na odległość. - wyjaśniam, czując jak powoli znów pęka mi serce.
- Czyli... wybaczasz mi i jednocześnie ze mną zrywasz? - chłopak patrzy na mnie zdezorientowany.
- Na razie tak.
- Na razie? Czyli jest jeszcze szansa, że będziemy razem? - w oczach Formana pojawia się nadzieja.
- Oczywiście, że jest, ale nie teraz. Dajmy sobie czas, dobrze? Może jak trochę dorośniemy i trochę bardziej nauczymy się życia, będziemy mogli spróbować raz jeszcze. Na razie mamy czternaście lat i każdego dnia poznajemy mnóstwo ludzi. Może po prostu musimy się wyszaleć i skorzystać z życia zanim wpakujemy się w stałe związki, co?
- Tak, może masz rację. - wzdycha chłopak. - Ale możemy się przyjaźnić, tak?
- No pewnie. - uśmiecham się lekko, co Henry odwzajemnia.
Chwilę później chłopak wychodzi z mieszkania, żegnając się ze mną. Zamykam za nim drzwi, a w moich oczach pojawiają się łzy. Z jednej strony naprawdę uważam, że powinniśmy trochę dorosnąć i wyszaleć się, a z drugiej strony wiem, że będzie mi strasznie brakowało Henry'ego i tego, co nas łączyło.
________________________________________________________________
Hej!
I jak? Spodziewaliście się, że tak przebiegnie ta rozmowa? A może myśleliście, że Julka i Henry jednak do siebie wrócą?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Marta, czy ja wiem? Monikę chyba też możemy zaliczyć do tych mądrych, chociaż dawno jej nie było.
Wybacz, nie znam się zbytnio na szpitalnych sprawach, więc napisałam tylko tyle, ile udało mi się znaleźć w Internecie.
W takim razie dziękuję w imieniu Kamili.

Marie, konfrontacja nastąpiła. I jak?
Czy ja wiem? Po prostu chciał trochę rozweselić siostry.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Do następnego.

Rozdział 133

ROZDZIAŁ 133
*per. Patrycji*
Siedzę przy szpitalnym łóżku Julki, rozmawiając z nią. Odkąd wczoraj wybudziła się ze śpiączki, czuje się już lepiej. Jej wyniki też są bardzo dobre. Jeszcze trochę brakuje im do ideału, ale jest coraz lepiej. Właściwie jest na tyle dobrze, że prawdopodobnie za kilka dni młoda będzie mogła wyjść ze szpitala.
- A tak właściwie, nie powinno być już tu Kendalla? - pyta nagle Julka. - Za parę minut kończy się czas wizyty, a on przecież zawsze po ciebie przyjeżdżał.
- Tak, za chwilę powinien tu być. - uśmiecham się lekko, patrząc na moją siostrę. Tak strasznie się cieszę, że nic jej nie jest. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby operacja się nie udała.
- Fajnie, że nie zostawił cię w tej trudnej sytuacji. To znaczy, że mu na tobie zależy.
- A wiesz, komu zależy na tobie?
- Rodzicom? Tobie?
- Henry'emu. Uciekł z domu, żeby być przy tobie, kiedy byłaś w śpiączce i...
- Nie, błagam. Nie zaczynaj tego tematu, bo naprawdę... Zaraz, zaraz... uciekł z domu? Jak to uciekł z domu? - pyta zdziwiona, patrząc na mnie z niedowierzaniem.
- Jego rodzice nie zgodzili się, żeby przyjechał do Los Angeles. Tak bardzo się o ciebie martwił, że po prostu się wymknął. - wyjaśniam, a na twarzy mojej siostry maluje się jeszcze większy szok.
- A-ale dlaczego? Czemu tak się o mnie martwił? Przecież nie jesteśmy już razem. On ma teraz Emmę.
- No właśnie nie bardzo. Podobno rzucił ją zaraz po tym, jak ich przyłapałaś.
- Serio?
- Serio, a ja wcale nie podsłuchiwałem. - mówi Kendall, wchodząc do sali. - Hej kotek, idziemy?
- Tak. - wstaję z niezbyt wygodnego, szpitalnego krzesełka. - Wpadnę jutro, dzwoń jak lekarz powie ci coś nowego.
- I kuruj się nam tutaj, bo ona nie sypia po nocach. - Kend obejmuje mnie, a Julka cicho się śmieje.
- Siostra, powiem ci to, co ty kiedyś mnie. - zaczyna Julka, patrząc mi prosto w oczy. - Jeśli nie pójdziesz dzisiaj spać, to jutro nie będziesz miała sił na zabawę.
- Przecież miałaś wtedy jakieś pięć lat. - wybucham śmiechem. - Nie próbuj bawić się we mnie, bo ci to nie wyjdzie siostrzyczko.
- Niech ci będzie. - młoda przewraca oczami. - Ale proszę, idź dzisiaj spać.
- Dobrze, spróbuję. - uśmiecham się lekko, idąc do drzwi. - I pamiętaj, wracam tu jutro.
Jakiś czas później Kendall parkuje auto pod naszym domem. Światła już są zgaszone, czyli wszyscy już śpią. No tak, w sumie trochę już późno. 
Wysiadam z samochodu i wchodzę do mieszkania, idąc prosto do pokoju. Ostatnie dni wymęczyły mnie tak bardzo, że chyba zaraz zasnę na stojąco.
Po dotarciu do sypialni, biorę z szafy piżamę, a następnie idę z nią do łazienki, gdzie szybko myję się i przebieram. Kiedy wracam do pokoju, Kend leży już w łóżku. Widocznie skorzystał z łazienki na dole.
Kładę się obok chłopaka, przytulając się do niego i zamykam oczy. Sytuacja rodzinna ciągle jednak nie daje mi spokoju. Pomimo, że Julka czuje się dobrze, ja wciąż boję się, że jej wyniki nagle się pogorszą. Poza tym czuję, że nie powinnam być teraz w domu, tylko przy niej. Powinnam siedzieć w szpitalu i wspierać ją. Wiem, że jest jej teraz ciężko, zwłaszcza że jest tam zupełnie sama. To znaczy, rodzice siedzą przy niej najdłużej jak mogą, ale im raczej nie zwierzy się ze swoich spraw.

Wzdycham cicho i przewracam się na drugi bok. Nie zasnę dzisiaj, no nie ma szans. Muszę wiedzieć, co u Julki, bo chyba zwariuję.
- Pati, wszystko w porządku? - Kendall zerka na mnie zaniepokojony.
- Nie do końca. - podnoszę się do pozycji siedzącej. - Chyba... powinnam się przeprowadzić.
- Co?! - Kend patrzy na mnie zszokowany, siadając. - Ale przecież... no wiesz... myślałem, że jest nam razem dobrze. Jeśli zrobiłem coś nie tak, mogłaś mi to po prostu powiedzieć.
- Nie, nie o to mi chodziło. - uspokajam go. - Nie chcę z tobą zrywać, ani wyprowadzać się tak na stałe. Po prostu myślę, że na jakiś czas powinnam zamieszkać w hotelu, z moją rodziną. No wiesz, żeby Julka nie była sama.
- A, rozumiem. Cóż... jeśli naprawdę tego chcesz, to chyba nie mogę ci tego zabronić.
- Jesteś zły? - patrzę na niego niepewnie.
- Nie, to twoja siostra. To normalne, że chcesz przy niej teraz być. - Kendall przytula mnie. - Ale będę codziennie przyjeżdżał, jasne?
- Jasne. - śmieję się cicho. - To jutro się spakuję, a na razie może... zadzwonię do mamy i dam znać o moich planach. - biorę z szafki nocnej telefon, po czym wychodzę z pokoju, wybierając numer mojej rodzicielki.

________________________________________________________________
Hej!
Jak widzicie, dzisiaj wracamy na chwilę do Patrycji i Kendalla, ale spokojnie, następny rozdział będzie znowu o Julce.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Marta, skąd wiedziałaś? Nie powiedziałam tego wprost, a Ty i tak zgadłaś. Wow...
Nie, nie jest. Po prostu nie miała zbytnio siły nic powiedzieć.
Napisz mi na mailu albo na czacie, też chcę się pośmiać.
Wiesz, dziewczyny nie miałyby z Kamilą szans. Wierz mi, zabiłaby je w kilka minut.
No wiem, wiem. Postaram się z tym opanować, ale nie obiecuję, że mi wyjdzie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Do następnego!

Rozdział 132

ROZDZIAŁ 132

KILKA DNI PÓŹNIEJ

*per. Henry'ego*
Od kilku dni moje życie toczy się w szpitalu. Cały czas siedzę przy Julce, nie odstępując jej łóżka na krok. Dziewczyna od czasu operacji jest w śpiączce, ale jej wyniki są coraz lepsze, więc jest duża szansa, że za kilka dni wreszcie się obudzi. Mam tylko nadzieję, że przez ten czas nic już się nie pogorszy.
- Hej. I jak, lekarz już był? - do sali Julki wchodzi Patrycja ze swoimi rodzicami oraz Teri.
- Cześć. Był, ale na razie nie ma żadnych zmian. - wzdycham zmartwiony.
- A ty jak się czujesz? Spałeś dzisiaj w ogóle? - pyta moja siostra, podając mi jednocześnie przywiezione z domu śniadanie. 
- Trochę. - odpowiadam, wgryzając się w kanapkę.
- Henry, wróć dzisiaj ze mną do domu. Twoja obecność tutaj nie pomoże Julce. Nic nie zdziałasz, a tylko się zamęczysz.
- Przestań, nic mi nie będzie. Spałem kilka godzin, jest dobrze.
- Kilka, znaczy ile? Dwie, trzy?
- Nieważne. W domu i tak nie zasnę, okay? Daj spokój. - proszę, czując nadchodzący ból głowy. Teri na szczęście zamyka się i przez jakiś czas siedzimy w kompletnej ciszy, każde zatopione we własnych myślach.
Nie wiem, o czym myślą inni, ale ja zastanawiam się, co dzieje się w Nowym Jorku. Czy rodzice naprawdę nie zauważyli mojej ucieczki? A może po prostu mają to gdzieś? Z jednej strony cieszę się, że dali mi spokój. Z drugiej jednak czuję się jak niepotrzebny śmieć. Jakby fakt mojej obecności nie był w ogóle istotny. Jakby moja nieobecność nie robiła moim rodzicom żadnej różnicy. Kurczę, trochę to boli... 
Z zamyślenia wyrywa mnie lekki ruch ręki Julki. Patrzę na nią z nadzieją, a Patrycja biegnie po lekarza. Chwilę później Julia otwiera powoli oczy, kierując wzrok wprost na mnie. Uśmiecham się lekko, a ona blednie, jednak zanim udaje mi się coś powiedzieć, do sali wraca Pati z lekarzem, który wyprasza nas z pomieszczenia. Posłusznie wychodzę wraz z dziewczynami na korytarz, a w sali z Julką zostają jedynie jej rodzice.
Jakiś czas później zaczynam kręcić się zniecierpliwiony po korytarzu, bo badanie przedłuża się. Bardzo boję się, jakie będą wyniki, ale staram się być dobrej myśli. Przyszłoby mi to jednak łatwiej, gdyby lekarz wyszedł już z sali i powiedział nam, co z Julką.
- No nie, najpierw Patrycja, a teraz ty zaczynasz z tym chodzeniem? Siadaj mi tu. - Teri ciągnie mnie za rękaw bluzy, przez co ląduję z powrotem na krześle. Wzdycham cicho i staram się uspokoić, ale niezbyt mi to wychodzi.
Po kilku minutach drzwi sali nareszcie się otwierają i na korytarzu pojawia się lekarz, a ja wraz z Patrycją i Teri wracamy do Julki. Dziewczyna leży na łóżku, powoli zasypiając. Patrzy na mnie przelotnie, po czym uśmiecha się smutno, a chwilę potem zamyka oczy.
Państwo Krajewscy informują nas, że wyniki Julii mogą być już tylko lepsze. Mając świadomość, że dziewczynie nic już nie grozi, zgadzam się wrócić z Teri do domu. Wychodzimy ze szpitala, zostawiając w budynku Patrycję. Spacerkiem kierujemy się do posiadłości BTR, a moje siostra w międzyczasie opowiada mi, co działo się, kiedy byłem w Nowym Jorku. Dzięki jej opowieści dowiaduję się o tajemniczym chłopaku, który przyczynił się do pobytu Julki w szpitalu, a także o nowej przyjaciółce mojej byłej dziewczyny. Mam tylko nadzieję, że nie będzie to druga Jadzia.
Po jakimś czasie docieramy do domu, gdzie czeka na mnie niemiła niespodzianka. W salonie siedzą bowiem moi rodzice, dyskutując z przyjaciółkami mojej siostry. Kiedy mnie dostrzegają, przerywają rozmowę z dziewczynami i od razu zaczynają prawić mi kazanie. Słucham ich w spokoju, nie odzywając się. Teraz, kiedy emocje już opadły, wiem że nie powinienem był uciekać, ale nie żałuję tego. Nie zamierzam też wracać do Nowego Jorku, tak jak każą mi rodzice. Chcę zostać w Los Angeles jeszcze przynajmniej przez tydzień. Nie zdążyłem przecież wyjaśnić Julce sprawy z Emmą i nie zdążyłem jej przeprosić.
Rodzice wydają się nieugięci, ale kiedy Teri wstawia się ze mną i prosi ich o zostawienie mnie na jakiś czas pod jej opieką, raz jeszcze zaczynają się nad tym zastanawiać. Moja siostra podaje sensowne argumenty, które chyba zaczynają przekonywać rodziców. Koniec końców zgadzają się, ale tylko pod warunkiem, że kiedy wrócę, od razu wezmę się do nauki. Zgadzam się, a następnie przytulam rodziców i biegnę do pokoju Teri, żeby się zdrzemnąć. Jestem naprawdę zmęczony pobytem w szpitalu, a muszę jeszcze przygotować się na rozmowę z Julką.
________________________________________________________________
Hej!
Pamiętacie, jak w zeszłym tygodniu mówiłam Wam o nowym blogu, który założyłam? Otóż w poprzedni wtorek pojawił się na nim już pierwszy post, więc bardzo serdecznie chciałabym zaprosić Was do zapoznania się z nim. Tutaj macie link do pierwszego posta: muzycznapodrozbigtimerush.blogspot.com/2019/01/big-time-prologue.html
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Raspberry, z jednej strony chyba nie chciałam wywołać aż takiej reakcji, a z drugiej cieszę się, że moje rozdziały wywołują w czytelnikach emocje. Fajnie wiedzieć, że nie tylko ja wczuwam się w te rozdziały.
W takim razie trzymam kciuki, abyś spełniła swoje noworoczne postanowienia.
Marta, dla Patrycji rodzina jest właściwie najważniejsza, więc nie tak łatwo ją uspokoić i to wcale nie wina Kendalla.
Owszem, przegiął, ale wiesz, kierowały nim emocje. Najpierw powiedział, a dopiero potem pomyślał.
Wybacz, nie mogłam się powstrzymać. No weź, nie rób mi tego. Jeśli to zrobisz, zaspamuję Ci skrzynkę mailową i czat, przysięgam.
Jaki pomysł?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Do następnego!