poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Rozdział 91

ROZDZIAŁ 91
*per. Patrycji*
Jestem u Pawła już od kilku dni. Na razie jest w miarę normalnie. O ile można nazwać normalnością mieszkanie z chłopakiem, z którym nigdy nie miałam ochoty mieszkać. Przynajmniej mnie nie bije i to już można nazwać niespotykaną u niego normalnością.
Wzdycham cicho i wkładam do pralki nasze ubrania. Malinowski gdzieś polazł, każąc mi ogarnąć mieszkanie, bo podobno przyprowadzi gości. Już się boję, kto to będzie. Mam tylko nadzieję, że nie przyjdzie żaden z jego kolegów, którzy są... jakby to ładnie powiedzieć... w niezbyt dobrych relacjach z policją.
Wzdrygam się na samo wspomnienie o jednym ze spotkań z nimi, po czym włączam pralkę i wychodzę z łazienki wprost do naszej sypialni. Tak, śpię z nim w jednym pokoju. Ba, w jednym łóżku. Prawie tak jak kiedyś z Kendallem. Prawie, bo do blondyna przytulałam się sama z siebie, a do szatyna nie bardzo. Na samo wspomnienie Schmidta w moich oczach pojawiają się łzy. Siadam szybko na łóżku i biorę na kolana laptopa, który dzielę z Pawłem. Otwieram szybko przeglądarkę i zaczynam szukać jakichś nowych informacji o BTR. No dobra, o Kendallu. No dobra, o jego związku z Justice.
Jest kilka artykułów ze zdjęciami z tamtego wieczora. Na przykład, jak Kendall i Victoria wychodzą razem z klubu. Zaraz... kiedy ja się zamartwiałam, oni świetnie bawili się w klubie?! Nie, błagam powiedzcie, że to po prostu jakiś Photoshop czy coś w tym stylu. Przecież to niemożliwe, prawda? Chociaż w sumie, po tym, co ostatnio przeżyłam, nic nie powinno mnie już dziwić. Zresztą, blondyn sam przyznał się, że jest z Justice, więc chyba na marne szukam jakiegoś zaprzeczenia. I to w dodatku w Internecie. Na plotkarskich portalach, na których dziewięćdziesiąt procent informacji jest wyssanych z palca, a niemal wszystkie zdjęcie są po prostu dobrymi przeróbkami doświadczonych grafików.
Usuwam historię wyszukiwania z ostatniej godziny, aby Paweł nie skapnął się, że szukałam jakichkolwiek wiadomości o moim... byłym? Tak, chyba można już nazwać tak Schmidta. Biorę głęboki wdech i zamykam z hukiem pokrywę laptopa, odkładając go na biurko. Muszę znaleźć sobie coś do roboty, bo inaczej oszaleję. Obawiam się, że jeszcze trochę siedzenia w ciszy i zacznę w każdym miejscu widzieć blondyna. Zdecydowanie za dużo o nim myślę. Wiem, że nie powinnam, ale to silniejsze ode mnie. Za bardzo go kocham, żeby od tak o nim zapomnieć. Wróć, żeby w ogóle o nim zapomnieć. Chyba muszę w końcu przestać wmawiać sobie, że wszystko jest w porządku i że niedługo kompletnie zapomnę o tym, co działo się w Los Angeles, od czasu mojego przyjazdu tam.
Wzdycham ponownie i sprawdzam godzinę na telefonie, który podarował mi Paweł. Na telefonie, który służy tylko do kontaktu z nim. Nie mogę nic w nim zrobić, bo co wieczór przed snem Malinowski sprawdza historię wyszukiwania i spis ostatnich połączeń oraz zapisane numery. Nic innego nie mogę tam mieć. Nawet głupiej gry, bo "muszę skupić się na obowiązkach". Czasami zastanawiam się czy Paweł chce być moim chłopakiem, czy może jednak ojcem.
Wpatruję się w ekran urządzenia, a moje myśli znów zaczynają krążyć wokół Kendalla. Przed oczami widzę jego, jak zawsze zmierzwione, ciemne blond włosy. Dołeczki, które pojawiają się przy każdym uśmiechu chłopaka. Jego piękne, zielone oczy, które... DOŚĆ! Potrząsam głową, odrzucając od siebie obraz przystojnego gwiazdora i chowam telefon do kieszeni. Muszę się przejść. Teraz. NATYCHMIAST!
Zbiegam na dół, gdzie zakładam bluzę, buty i wychodzę z domu, zamykając drzwi na klucz. Paweł będzie w domu dopiero wieczorem, a nie zabronił mi wychodzić na zewnątrz podczas jego nieobecności, więc nic mi nie zrobi. Znaczy chyba. Z nim nigdy nic nie wiadomo, chociaż muszę przyznać, że od naszego zerwania sporo się zmienił. O dziwo na lepsze. Tak, nadal jest walnięty, ale oduczył się bicia i poniżania mnie. Czasem tylko krzyknie, ale to raczej normalne, kiedy człowiek się zdenerwuje. Poza tym, dużo dają też spacery na grób jego babci, na który chodzimy codziennie po śniadaniu. Chłopak wycisza się wtedy i mam wrażenie, jakby łapał jakiś kontakt ze staruszką, którą tak kocha. Kiedy stoi przed grobem kobiety, wygląda jak mały chłopiec zagubiony w wielkim świecie. Widzę, że potrzebuje jej. Była jedyną, która umiała wytłumaczyć mu, co wolno, a czego nie i która zawsze miała dla niego czas, niezależnie od tego, czym się w danym momencie zajmowała. Owszem, jak każda babcia rozpieszczała swojego jedynego wnuczka, ale znała granice. Wiedziała, w którym momencie musi przestać go chwalić, a zacząć ganić. Chciała wychować go na dobrego człowieka, ale nie udało jej się to. Zresztą, nie dziwię się. Skoro jego rodzice zastępowali miłość do niego prezentami i pieniędzmi, to nie było możliwości, żeby chorowita staruszka, u której przebywał tylko w weekendy, była w stanie go naprostować. Rodzice Pawła nigdy tak naprawdę się nim nie interesowali. Zawsze oddawali go albo pod opiekę nianiek, albo jego ukochanej babci. Na wywiadówkach nigdy się nie pojawiali. Nie zwracali też uwagi na złe oceny, zagrożenia czy uwagi. Zwracali na chłopaka uwagę tylko wtedy, kiedy przyszło pismo od dyrektora szkoły, w której się uczył. Chociaż, nawet wtedy nie poświęcali mu wystarczającej ilości czasu. Szli tylko do dyrektora, obiecywali, że zajmą się Pawłem, a kilka dni później znów było tak samo. Nie dziwię się, że Malinowski wyrósł na takiego, jakim jest.
Spaceruję wśród zabieganych ludzi, myśląc o tym wszystkim, kiedy nagle słyszę, że ktoś mnie woła. Odwracam się lekko i widzę Julkę. Zaraz.. co?! Co moja siostra tu robi?! I jakim cudem zauważyła mnie z tak dużej odległości?! W mojej głowie bije się ze sobą milion myśli. Nie mam pojęcia, co zrobić. Serce mówi mi, żebym została i zobaczyła, co się stanie, ale rozum podpowiada, żebym jak najszybciej zniknęła z pola widzenia nastolatki i chyba po raz pierwszy w życiu decyduję się go posłuchać. Wprawiam moje nogi w ruch, przedzierając się przez tłum ludzi. Biegnę, nie oglądając się za siebie. Słyszę jej płacz, ale nie zatrzymuję się. Przyspieszam. Z każdą chwilą głos dziewczynki jest coraz cichszy, a ja jestem coraz bliżej domu Malinowskiego. Wiem, że robiłam dobrze. Gdyby Paweł dowiedział się, że mnie widziała, wściekłby się. Nie chcę nawet myśleć, co by zrobił, jeśli zdecydowałabym się porozmawiać z szatynką, ale wiem, że nie skończyłoby się to dobrze. Ani dla mnie, ani dla niej, a nie chcę jej narażać. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby ten psychol coś jej zrobił. Miałabym wyrzuty sumienia do końca życia.
Wpadam do domu kilka minut przed Pawłem. Przez ten czas zdążam doprowadzić się do porządku i otrzeć łzy, które płynęły po moich policzkach przez cały okres biegu. Siadam na kanapie, uspokajając oddech i czekam na chłopaka. Wchodzi po chwili, a za nim podążają jego rodzice. Staram się ukryć zdziwienie i spoglądam na Pawła z udawanym uśmiechem. Jego wzrok radzi, żebym niczego nie spaprała. To będzie długi wieczór.
_________________________________________________________________________
Hej!
Zgodnie z obietnicą, wracam do Was z regularnymi rozdziałami. Rozpiska na ten miesiąc jest już zaktualizowana, chociaż nie wiem czy jeszcze coś się w niej nie zmieni. To zależy od wielu czynników, ale nieważne.
Jak widzicie, dzisiaj przedstawiłam Wam trochę bardziej historię Pawła i może wyjaśniłam trochę, dlaczego jest, jaki jest. Przyznam się Wam szczerze, że kiedy pisałam o jego życiu, co chwila coś zmieniałam. Dopisywałam lub kasowałam. Co kilka minut wpadały mi do głowy nowe pomysły, których nijak nie byłam w stanie ze sobą połączyć i ostatecznie wyszło jak wyszło.
Co do wyglądu bloga, nadal nad nim pracuję, bo upały, które miały miejsce w ostatnim tygodniu wykończyły mnie do tego stopnia, że nie byłam w stanie nawet myśleć o nowym wyglądzie, a co dopiero zrealizować moje pomysły.
I na koniec, bardzo chciałabym podziękować Rose, której wiadomość przysłana do mnie na e-mail sprawiła, że aż zrobiło mi się ciepło na sercu. Nie wiem czy chciałabyś, żebym publicznie pokazywała tę wiadomość, więc nie wstawiam tu jej treści, ale jeśli to czytasz, to dziękuję Ci za nią z całego serduszka.
Nowego rozdziału tutaj możecie spodziewać się w przyszły poniedziałek, a na moim drugim blogu (TUTAJ) następna część opowiadania pojawi się już w ten piątek. Godziny nie ulegają żadnej zmianie.
P.S. Już dawno nie napisałam tak długiego rozdziału.
P.S.2. Jeśli prowadzicie jakiegoś bloga i chcielibyście, żebym wpadła na niego i skomentowała, dajcie link w komentarzu, bo troszkę ostatnio zaniedbałam regularne czytanie innych blogów.
Do następnego.

1 komentarz:

  1. Wygląda na to, że „normalność”, to pojęcie względne.
    Dobra, czyli wychodzi na to, że pan Malinowski brata się z przestępcami. No pięknie...
    On ją zostawił w domu... z internetem? Ja nie mogę, co za cymbał, a nie porywacz. Z drugiej strony, trochę się dziwię, że nie wysłała jakiegoś maila, czy coś, żeby dać znać, gdzie jest.
    Chociaż z drugiej strony... może on zainstalował w tym kompie jakiś program szpiegowski, czy coś... Wiesz, coś, co śledzi każdy ruch na kompie.
    Dobra, to jest naprawdę dziwne...
    Rozdział super! Czekam na nn! Pozdrawiam!
    No i dobrze, że wróciłaś, bo już miałam do Ciebie pisać list.

    OdpowiedzUsuń

Wydarzenia przedstawione w opowiadaniu są jedynie wytworem mojej wyobraźni i nie miały miejsca w realnym świecie.
Wszelkie zbieżności imion i nazwisk są przypadkowe.
Niektóre informacje zostały zmienione na potrzeby opowiadania.
Enjoy! :D